Pliszka żółta

gniazduje na terenach nizinnych, zalewanych łąkach, podmokłych pastwiskach, nieduża, ok 15-16 cm licząc z ogonem. Spotkałem ją na polach uprawnych, pomiędzy zbożem a ziemniakami… Nie była zbyt płochliwa. Powiedziałbym tolerancyjna, w granicach ptasiego rozsądku oczywiście. 🙂

Portret.

Gdybym mógł, to pewnie portretowałbym dzikie zwierzęta. Podoba mi się taki rodzaj fotografii. Ale to bardzo trudna dziedzina. Wymaga po pierwsze świetnej znajomości gatunku, po drugie ogromnej ilości wolnego czasu, po trzecie pokładów cierpliwości, po czwarte najlepszego sprzętu (czytaj jasnych, cichych teleobiektywów o bardzo długich ogniskowych). Z powyższej listy nie mam nic. Czasu niewiele, pieniędzy jeszcze mniej, teleobiektyw choć bardzo długi (600 mm), to jednak ciemny… Ale próbuję i czasem, gdy mam szczęście do odważnego, ciekawskiego osobnika, to powstaje portret. Tym razem miałem szczęście do perkoza dwuczubego. Zdjęcie wykonałem przy punktowym pomiarze światła, prosto pod słońce, uzyskując ulubiony efekt high-key. Oto portret perkoza. 🙂

Słodziaki

czyli małe łabędzie nieme, w towarzystwie rodzica. Są już wielkości łyski, co znaczy, że z każdym dniem będzie im ubywać naturalnych wrogów, aż w końcu gdy staną się dorosłe nie będą ich miały wcale. No chyba, żeby jakiś większy, ssaczy drapieżnik połakomi się w akcie desperacji, albo też człowiek nakarmi je niezdrową dla nich bułką. Póki co maleństwa wyglądają zdrowo i opychają się wodną roślinnością, której mają pod dostatkiem. A rodzic czuwa, ale już bez napięcia. Pozwala mi zbliżyć się na 2 metry do małych. Ale tylko na chwilkę. Potem odpływają. I słusznie. 🙂

Czosnek niedźwiedzi

w tym roku nieco opóźniony w porównaniu do poprzedniego – kwitł jeszcze tydzień temu. Napełniał las łęgowy czosnkowym zapachem, a z daleka iskrzył się niczym śnieg. Pięknie kontrastował z zielenią drzew i zachodzącym słońcem. Ale teraz już przekwitł. A korony drzew zamknęły się nad nim bujnym listowiem, co oznacza, że do runa będzie docierało mało światła. Czosnek niedźwiedzi dostanie swoją szansę dopiero za rok. Póki co można go zobaczyć w mojej galerii. 🙂

Błotniak stawowy

czyli Circus aeruginosus w języku łacińskim, drapieżnik z rodziny jastrzębiowatych. Zasiedla trzcinowiska nad stawami i jeziorami, w których buduje gniazdo. W okresie maja/czerwca samica składa kilka jaj (3-6). Często można je spotkać jak patrolują trzcinowiska, unosząc się kilka metrów powyżej nich. W naszym rezerwacie Łężczok obserwuję co roku dwie pary błotniaków stawowych, plus młode osobniki. Niewykluczone jednak, iż może być ich więcej – w pewne rejony rezerwatu nie sposób dotrzeć bez pozwolenia. Na zdjęciu błotniak stawowy w patrolu ponad trzcinami.

Festiwal życia.

Przychodzi taki dzień po zimie, gdzieś pomiędzy marcem a kwietniem, gdy nagle życie wybucha gwałtownie. Wystarczy jeden, dwa cieplejsze dni, by pojawiło się kilka gatunków kwiatów, jakby więcej ptaków, a na drzewach pierwsze, małej jeszcze, listki. Nagle wszystko co żyje wyłazi z norek, wykrotów  i swoich małych domów, by jeść i łączyć się pary. Zaczyna się festiwal życia, który potrwa gdzieś do późnego lata, kiedy to zamieni się długie pożegnanie. Tymczasem wszystko istnieje, tworzy się i przekształca ze zdwojoną energią. Idealny czas na fotograficzne łowy. 🙂