Złoty lód

To nie był wybitnie fotograficzny poranek. Ale bardzo mroźny. Niebo coprawda było czyste, ale na wschodzie, tuż nad horyzontem kłębiły się chmury. Gnane silnym wichrem z zachodu, szybko przemieszczały się na wschód. Tam gdzie miało wstać słońce. Wiedziałem, że da to jakieś ciekawe efekty świetlne. Nie byłem jednak pewien jakie. Wiedziałem, że muszę wyjść na otwartą przestrzeń. Zamarznięty staw to była jedyna możliwość. Wielka płaska przestrzeń bez schronienia przed wiatrem. Zaciągnąłem wszystkie zamki w dwóch polarach, naciągnąłem kominiarkę i dodatkową czapkę. Wsunąłem się na lód. Zimny jak to lód. Leżałem i czekałem, aż światło wędrującego słońca przedrze się przez zwały chmur. Przetaczałem się na boki, by zmieniać pozycję i zbytnio nie wychładzać się. Podmuchy wiatru wbijały lodowate szpilki w moją nieosłoniętą twarz. Zimno potrafi parzyć… Wytrzymałem tam może 20 minut. Wywiało ze mnie całe ciepło. Zimność dotarła do płuc. Ale dostałem nagrodę. Złoty lód… Ale za złoto trzeba zapłacić. Czasem zbyt dużo. Dogrzewam się już drugi dzień…

zloty-lod

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s