Mroczny poranek

bo listopadowy. Mało światła, dużo chmur i cienia. Zimno. Wietrznie. Niby dopiero wstaje dzień, a ja mam wrażenie, że to już zachód słońca. Czuję, jak cień depresji przemyka chyłkiem po nadbrzeżnych trzcinach. Krąży wokół. Czai się. Czuję się jak Ged Krogulec (z powieści Pani Urszuli o Ziemiomorzu), za którym skradał się Cień. I dreszcz przebiega po moich plecach. A wicher duje. Co przywieje i skąd ? Jakieś mroczne myśli mnie nachodzą…, że nic dobrego. Listopadowy poranek. Brrr… Było zostać w domu, a nie wędrować w lasy i pustkowia. 🙂

poranek listopadowy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s