Zima

panuje wokół. Nie da się tego ukryć. To wiele zmienia w moim podejściu do fotografii. Staję się dużo wolniejszy i zimniejszy. Nic nie chce działać jak dotychczas, wszystko staje się trudniejsze. Zwierzakom też nie jest fajnie. Nie lubimy zimy! Jedyną zaletą jest późny wschód słońca. Nie muszę zrywać się o rano, by zobaczyć łunę wschodzącej gwiazdy. Tej soboty wstałem około  6, by po godzinie zameldować się w lesie. Pierwszy błąd popełniłem jeszcze poprzedniego dnia, gdy zostawiłem w bagażniku auta swoje buty wojskowe. Rankiem były tak sztywne od mrozu, że nie było mowy o ich włożeniu na nogę. Z pomocą przyszła rura wydechowa mojego Fiata. Już po 20 minutach zmiękły na tyle, że dało się je wcisnąć na nogi. Ale zimne były jako Ocean Arktyczny. Chyba cała zimność tego świata  wlazła w nie. 😦 Tak więc ruszyłem w leśną przestrzeń w zimnych butach, a wiatr, mroźny wielce, chłostał mnie po policzkach, wpychał się pod maskę, kąsał w palce, mimo rękawiczek i w pośladki, mimo wielu warstw różnych kosmicznych plastików typu windstopper, tex i coś tam jeszcze. Słowem przemarzałem. I byłem wolny, a mój refleks stępiony. Gdy spłoszyłem sarny, a te przebiegły wokół mnie,  zorientowałem się dopiero gdy znikły w lesie. Mój sprzęt też się jakoś ślimaczył. Ale przy minus 15 stopniach Celsjusza to norma. Katalogowo działa w przedziale od zera stopni wzwyż. Uszyłem mu zatem ubranko ze starego polara i prześcieradła. Jak pada zakładam mu jeszcze folię z jednorazówki. Razem wyglądamy jak para bezdomnych spod śmietnika. Oddając się takim myślom przemierzam zimne połacie lasu i stawy rezerwatu. Co mogło, ukryło się głęboko i trwa w letargu. Co musi jeść zimą, to nie śpi i szuka jedzenia albo spiżarki jeśli ją zaopatrzyło jesienią. Tak więc spotykam co jakiś czas różne zwierzaki – sarny najczęściej, ale i ptaki – kowaliki, dzielne i sprytne, malusie pełzacze (chyba ogrodowe), i dzięcioły. Wszystkie one są jakby wolniejsze, jakby włączyły oszczędzanie energii. Pozwalają mi  bardziej zbliżyć się do siebie, zanim odlecą z przestrachu. Ale mój obiektyw działa wyczuwalnie wolniej, więc zanim ich namierzę i tak odlatują. Skradam się za nimi. Ale mam narzucone na siebie białe prześcieradło, miało mnie maskować w śnieżnym krajobrazie, a czuję, że tylko mnie spowalnia. Walczę więc z nim i z wolnym obiektywem, w rękawiczkach nie czuję przycisków na aparacie. Ściągm je. Ale bez nich wytrzymuję tylko kilka minut. Skóra mi pęka na dłoniach od mrozu. Wszystko jakoś nie tak mi się układa… Wyszarpuję mozolnie kadry jakieś. Żeby przynajmniej ten mozół nie poszedł na marne… A to Polska tylko, a nie Arktyka. I dom nie daleko. W miarę ciepły. Zwierzaki tak dobrze nie mają. Chyba, że zasypiają na zimę. O to byłby dobry pomysł dla mnie. 😉

DSC02227 DSC02128 DSC02173

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s