Bitwa.

Było to w sobotę. Cały dzień był jakiś nerwowy. Powietrze drżało z gorąca, a zwierzęta stawały się niespokojne. Zaczęło zmierzchać, gdy pojawili się pierwsi zwiadowcy. Przekupieni wieśniacy podpalili stogi z sianem, mokre od wieczornej rosy. Dym dobrze skrywał widmowe sylwetki. Zarysy oblężniczych machin niczym przedpotopowe bestie czaiły się w gryzącym całunie. A potem znienacka huknęło od prochowego wystrzału i wrzask okrutny spłynął na uśpiony gród. A z nim agresorzy. Ale obrońcy byli czujni. Wybuchła straszliwa, krwawa bitwa… Rozpisałem się, ale było już naprawdę ciemno. I wiecie – mój aparat źle to znosił – oj ciężko było… Ciekawe też kto mnie tak wyrżnął w plecy – zdjęcie poruszył… Ale było warto. Chwała Wam !!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s