Zostańmy w domach.

Wszyscy cierpimy siedząc w domu i nie mogąc wyjść na zewnątrz, choćby po to, by po prostu poczuć wiatr we włosach i nieskrępowaną wolność. Jako fotograf dzikiej przyrody jestem szczególnie zasmucony tą niemożnością. Od miesiąca nie byłem już w terenie. To trudne i frustrujące, ale moim zdaniem konieczne. Mi osobiście pomaga fakt, że co dzień chodzę do pracy i z reguły gdy wracam do domu jestem zmęczony. I chyba nie miałbym teraz ani sił ani tym bardziej nastroju na leśne podchody. Ale lasu mi brakuje. Jego koloru, dźwięków, zapachu. Brakuje mi, jak nigdy dotąd. Nawet śni mi się po nocach, że fotografuję leśne istoty. 🙂  To tęsknota za utraconym czasem i możliwością. Jednakże obiektywnie patrząc zaraza, którą przeżywamy, nie jest w świecie przyrody niczym nowym, ani dziwnym. Po prostu trafiło na ten rok, na to pokolenie. Przeminie, jak zawsze. Nawet zaraza się zużyje. Świat z pewnością wróci po niej do normy, jak po każdym wydarzeniu historycznym. Może będzie odtąd nieco inaczej. Może nie. Nie wiadomo. Obyśmy stali się po tym mądrzejsi. Obyśmy nie zapomnieli o tym za kilka lat, jak o wielu złych doświadczeniach z przeszłości. Bo czas płynie i wszystko zaciera się. Jedno jest jednak pewne – nadzieja nie umiera!  Póki co… zostańmy na razie w domu. Ja zostaję :))

Ps. Poniższy rysunek  autorstwa p. Tomasza znalazłem na stronie Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Chylę czoła przed  pomysłem i poczuciem humoru twórcy i obiecuję się nadal stosować do ogólnoświatowego wezwania. 😉

Łaska

czyli łasica. Ten mały drapieżnik jest wyjątkowo cichy. Porusza się z wielką gracją, dość szybko. Trudno go wypatrzyć, a co dopiero ustrzelić. Idealnie zlewa się z otoczeniem, szczególnie na przedwiośniu, gdy króluje kolor bury. Oto mój bohater na zdjęciu typu – zgadnij gdzie jest zwierzak… 🙂

Mroźna impresja.

Zima licha, ale poranny mróz się zdarza. Daje mi to okazje do tworzenia moich ulubionych zdjęć roślin w obramowaniu wschodzącego słońca. Światło jest tym, co decyduje o zdjęciu. Bez światła piękny motyw staje się drętwy. W nastrojowym świetle (znaczy się nie ostrym), nawet marny motyw będzie się ładnie prezentował. Tak, jak na moim ujęciu. Światło to magia… 🙂

Nim wstanie dzień…

Dawno temu w czasach, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, ludzie starali się zapomnieć o podłych czasach wojny. Wtedy to – tak mi opowiadano – Edmund Fetting zaśpiewał piosenkę „Nim wstanie dzień”. Piosenka ta stała się częścią ścieżki dźwiękowej filmu „Prawo i pięść” ( z niezapomnianą kreacją Gustawa Holoubka) i ówczesnym hitem…

Dzisiaj – wiele lat później – wczesnym świtem przemierzałem polne drogi, by ujrzeć jak wstaje dzień. Było mroźno. Było ciemno. Ale w uszach, pod czapką z merynosów, brzmiała mi piosenka Pana Edmunda. Wzruszająca, ciepła, głęboko poruszająca struny mojej duszy. I jakoś tak fotografia zeszła mi na dalszy plan… Zasłuchałem się w słowa, dałem się uwieść rytmowi. Czy ten ścisk w krtani to aby tylko poranny mróz?

Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć albo poznać… Warto!

https://www.youtube.com/watch?v=q7ke_xzw0Ew

No i zdjęcie powstałe pod wpływem tej cudownej piosenki… 🙂

Poplątanie.

Poplątanie to poważna sprawa. Jak się coś poplącze, to trudno to rozwikłać, odplątać, wrócić do stanu pierwotnego. Poplątała nam się pogoda. Już trzeci miesiąc mamy listopad. A ja nie cierpię tego miesiąca. Już nawet nie wypowiem jego nazwy. No bo jak patrzycie za okna, to jaki miesiąc widzicie.?   Ale już tego zbyt wiele. Ani mrozu, ani śniegu. Szaroburość w przyrodzie i na niebie. Przytłaczająca aura mackami obejmuje nasze jestestwa. Jakby człowiek znajdował się w czyśću jeszcze za życia. W przyrodzie jest podobnie. Wyszukując jakiejkolwiek barwy innej niż burość, siność – koleżków pesymizmu – natrafiam na splątane chaszcze, które pokryte są pąkami. Pląta się przyroda…

Do siego Roku!

Życzę Wam wspaniałego Roku! Zdrowia – przede wszystkim – i spełniania marzeń – najlepiej codziennie. Choćby były niewielkie. Życzę Wam życzliwości i bezinteresowności napotkanych ludzi. Jak choćby zwyczajne „Cześć!” na szlaku. Życzę ciepła i spokoju w Waszych domach. Radości w oczach i nadziei w sercach. Chłodnej głowy, gdy trzeba i beztroskiej zabawy, gdy można. Życzę Wam byście byli pośród dobrych ludzi. I żeby inni Was kochali za Wasze wspaniałe cechy. I wybaczali błędy. Na koniec życzę sobie, bym był pośród Was.

Ps. I znowu bezśnieżna zima. Nie mam zdjęcia na tę magiczną chwilę. Może chociaż nieco szronu… 🙂

Fotograf Roku.

Jak co roku Związek Polskich Fotografów Przyrody wybiera swojego najlepszego fotografa. Spośród kilkuset członków i kilka tysięcy zdjęć przyrodniczych wybiera się to jedno, najlepsze w danym roku ze wszystkich. Wybór zawsze jest subiektywny, jak to ma miejsce w każdej artystycznej dziedzinie. W tym roku zaszczytny tytuł Fotografa Roku zdobyła Pani Urszula Frydrych. Niezwykle utalentowana, przedstawiająca naturę w sposób bajkowy, cudownie kolorowy, często z emocjami zwierząt. Oto zdjęcie, którym zapewniła sobie Grand Prix 2019. Gratulacje!

A pod linkiem możecie ujrzeć najlepsze prace konkursowe:

Najlepsze zdjęcie Fotograf Roku 2019

Miłego oglądania!  🙂

Mgła.

Październik nie szczędzi nam zamgleń. To fantastyczna pora by tworzyć nastrojowe i klimatyczne ujęcia. Jest to proste… Nie, nie jest to proste. Z jednej strony wystarczy wyjść w czasie mgły do lasu, na pole albo w miasto. Z drugiej strony, by zrobić świetne ujęcie trzeba mieć jakiś zamysł, plan, albo dużo szczęścia. Jako, że znam Rezerwat Łężczok od podszewki (no prawie – ale tak ładnie brzmi),  wiem gdzie mogę znaleźć motywy idealne do wyeksponowania w czasie mgły. Ale wiedzieć to jedno, a zrobić to drugie. Czasem jestem już przy starym drzewie na rozstaju, a tu mgła się rozwiewa. Albo kadruję szuwary nad stawem, a tu otula mnie tuman mgły i nic już nie widzę.  Trwam tak w zimnie, czekając na zmianę, która ostatecznie nie nadchodzi.  🙂 Mgła nie współpracuje ze mną. Albo jest jej za dużo, albo za mało. Zdarza się jednak, że jest łaskawa. Im więcej wychodzę w taką porę z domu, tym większa szansa na to, że łut łaskawości się trafi. Tym razem było przeciętnie, ale może kolejnym będzie lepiej… Zapraszam do moich wiedźmińskich klimatów. 🙂

Tarbozaur

czyli po łacinie tarbosaurus bataar. Po czterdziestu latach udało mi się spełnić marzenie małego, sześcioletniego chłopca i ujrzeć w całej okazałości szkielet przedpotopowego potwora, jakim był tarbozaur. Ten późnokredowy dinozaur żył w środkowej Azji (patrząc na dzisiejsze kontynenty), w szczególności na obszarze dzisiejszej pustyni Gobi. Tamże w latach 1963-1971 działały wyprawy polskich paleontologów pod kierownictwem prof. Zofii Kielan-Jaworskiej. Właśnie w trakcie tych wypraw odkryto szereg ciekawych szkieletów wczesnych ssaków, no i mojego bohatera – tarbozaura. Jeśli pamiętacie Tyrannozaura Rex’a, spopularyzowanego przez Michael’a Crichton’a i jego książkę „Park Jurajski” (a potem filmy – wiadomo!), to Tarbozaur Bataar był jego kuzynem. Choć niektórzy mówią, że bratem, a jeszcze inni, że to jest to samo stworzenie. Jakkolwiek było, na długo zanim usłyszałem o tyranozaurach, zaczytywałem się o tarbozaurach, które na dodatek wykopali Polacy. Pięknie zresztą opisał to pan Maciej Kuczyński w książce pt. „Zwrotnik dinozaura”. No i właśnie po czterdziestu latach zawitałem do Muzeum Ewolucji Instytutu Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Na szczęście mój bohater z dziecięcych czasów czekał cierpliwie na mnie przez te wszystkie lata. A ja z wielką radością i czułością pogłaskałem go, jak kota mojej damy… Gdyby ktoś chciał go zobaczyć na własne oczy, to On czeka w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie (wejście od ulicy Świeradowskiej bodajże). A jeśli nie, to oto jest na moich fotografiach. 🙂 🙂 🙂

 

Ostatni dzień lata

mija właśnie dzisiaj. Choć od kilkunastu dni czuć poranny chłód i ogólnie rzec biorąc zimno, to jeszcze lato. Nie ma wątpliwości.  Ale to już naprawdę ostatnie chwile. Chyba na pożegnanie słońce mocno grzeje, aż moje czoło zrosiło się kropelkami potu. Ale w gardle już nieprzyjemne drapanie i lekki katar. Organizm jakby nieco rozregulowany. Gdyby jeszcze te niewątpliwe oznaki nadchodzącej pory zimnej mnie nie przekonały, co do zachodzącej zmiany, to zawsze można zerknąć do otwartej księgi przyrody, by zobaczyć jak natura szybko zmierza ku jesieni. Taką szczególną oznaką zachodzących zmian jest dla mnie zimowit jesienny (Colchicum autumnale). Pojawia się zawsze jako zwiastun jesieni. I oto proszę – tegoroczny okaz w blasku zimnego poranka…