Jesień.

Każda jesień jest inna. Tegoroczna płynnie uformowała się wprost z lata. Jakby bez żadnego sygnału. Ciepło i słonecznie. Przyjemnie, tylko dni coraz krótsze. I nagle się orientuje, że liście już żółte, brązowe i ptactwo się zmienia ze stałych bywalców na przelotnych wędrowców. Robi się nostalgicznie… 🙂

Reklamy

Wystawa

Zapraszam w imieniu p. Łukasza Koby na wystawę o ginącym klejnocie naszej polskiej (ale i europejskiej) przyrody – chomiku europejskim. Pan Łukasz jest członkiem Związku Polskich Fotografów Przyrody (Okręg Śląski), a jego zdjęcia wyjątkowo mnie urzekły. Zachęcam do odwiedzenia wystawy w Bytomiu.  🙂

Grzyby na plaży.

Zapewne nie jest to rzadkie zjawisko przyrodnicze. Ale z racji mojego miejsca zamieszkania (południowe rubieże Polski), rzadko bywam na bałtyckich plażach. Toteż i moje zdziwienie jest stosowne do powyższej okoliczności. Widok grzyba na plaży wywołał uśmiech na mojej twarzy. Natura zawsze znajdzie sposób. Na każdy problem. 🙂

Zachód

słońca nad Bałtykiem. Typowy krajobraz, powielany w milionach fotografii. Ale, czy można się oprzeć takiemu widokowi podczas wieczornego spaceru po plaży, nad zimnym, wrześniowym Bałtykiem? Nie, ja nie potrafię. Tak ! – Bałtyk był zimny…

Sjesta.

Czekają nas ostatnie gorące popołudnia. Sierpień przemija, zakwitła nawłoć, wieczór się skrada, już za kilkanaście dni niepostrzeżenie ogarnie nas o 19… Jesień tuż tuż. Ostatnie dni popołudniowej sjesty mijają. Mi akurat na polach pod miastem, na powolnym spacerze wśród kukurydzy, pod niebieskim baldachimem nieba… Żal umykającego czasu…

Cisza

zapraszam na wystawę Pana Janusza Wojcieszaka o wymownym tytule „Cisza”. Dzisiaj cisza to luksus w świecie zdominowanym przez czas, prędkość i przekaz. Cisza to spokój, wolność i refleksja… Warto !

Naparstnica purpurowa

zwana po łacińsku Digitalis purpurea L.. Gatunek należący do rodziny babkowatych. Pospolita w Europie, w Polsce można ja spotkać na obrzeżach lasów, szczególnie w górach. Poniższe zdjęcia wykonałem akurat w Szklarskiej Porębie. Jest rośliną trującą, a zatem i lecznicą. Taki to paradoks. Stosuje się ją w leczeniu nerwic i serca. Jest wielka, dorasta nawet do 1,5 metra wysokości.  🙂

5.04

to czas wykonania poniższego zdjęcia pszeńca gajowego. Niby wcześnie, ale w sumie to po piątej rano –  nic wielkiego. Tylko, że o piątej rano to ja musiałem być już w lesie. Wstałem o 3.30, po 4,5 godzinach snu. No, zaspałem – szczerze mówiąc. O pół godziny, jak zwykle. Coś zjadłem (co się da zjeść o tej porze?), ubrałem w stare ciuchy spryskane Deet’em i wyjechałem z domu ok. 4 rano. Na miejsce dotarłem po 30 minutach (mam blisko do rezerwatu), ale i tak ścigałem się ze słońcem. Prawie  biegiem ruszyłem do upatrzonego wcześniej miejsca. I prawie w ostatniej chwili rozłożyłem statyw i sprzęt. Pogoda była łaskawa i wkrótce słońce podniosło się zza linii horyzontu. Promienie przemknęły ze swoją świetlną prędkością i już wszystko dookoła mieniło się złotem i czerwieniami. Miałem kilka minut, zrobiłem kilka zdjęć. Tyle zachodu dla jednego obrazu…  Wiem, że to wariactwo. Chyba nieszkodliwe, ale można się zarazić. 🙂